OKOLICE PLACU OMONIA- PÓŁŚWIATEK, ETNICZNE KNAJPKI i MURALE

OKOLICE PLACU OMONIA- PÓŁŚWIATEK, ETNICZNE KNAJPKI i MURALE

  Plac Omonia czyli pl. Zgody jest jednym z największych węzłów komunikacyjnych Aten. Tutaj zbiega się kilka głównych oraz szereg pomniejszych ulic i jest stacja metra. Jego okolice nie cieszą się dobrą opinią albo- mniej eufemistycznie- wręcz są uznawane za najbardziej niebezpieczną z dzielnic greckiej stolicy. W przewodnikach piszą o barwnym półświatku, a nawet bardziej wprost o narkomanach, prostytutkach oraz odradzają samotne spacery, szczególnie kobietom po zmroku.

  Kiedy szukałam noclegów na pierwsze dni pobytu w Grecji najtańsze oferty znalazłam właśnie przy pl. Omonia. Zaczęłam drążyć temat bezpieczeństwa i na jednym z forów otrzymywałam uspokajające odpowiedzi, z których wynikało, że teraz nastąpiła pozytywna zmiana. Owszem- estetyka mocno kuleje, ale poza tym jest spokojnie, ludzie czuli się bezpiecznie, ba- niektórzy nie widzieli żadnego przedstawiciela półświatka. Zadowolona zarezerwowałam noclegi na ul. Menandrou i zajęłam się innymi sprawami.

  Tymczasem rzeczywistość wyglądała tak: tuż po wjechaniu w gąszcz jednokierunkowa uliczek przy Omonii narkomanów widziałam wszędzie. Mimo, że ich nie wypatrywałam, bo jednym okiem patrzyłam w mapę, a drugim szukałam nazw ulic i punktów orientacyjnych to i tak co chwila rzucali się w oczy dziwnie się zachowujący przechodnie- nawet, w biały dzień, dający sobie w żyłę. Poza tym było brudno i tak po prostu brzydko. No i była też manifestacja z wrzaskami przez megafony, hałaśliwie skandowanymi hasłami, zastępami policjantów i zaskakująco nielicznymi klaksonami zniecierpliwionych kierowców. Wejścia do bram były okratowane, a sklepy chronione roletami antywłamaniowymi. Okazało się też, że na korytarzach mieszkańcy bloków montują kamery oraz potężne zamki w drzwiach. Z zaparkowaniem nie było żadnego problemu, ale nasz host doradził, żebyśmy oddali auto na noc na strzeżony parking, bo teraz „everybody see”, ale „night can be a problem”. Ostrzegał też przed imigrantami, których faktycznie było sporo i ja nie czułam z ich strony zagrożenia, ale podobno nasz samochód z obcą rejestracją nie był przy nich bezpieczny. (host oczywiście był Grekiem)

  Po 5 minutach szukania parkingu* widziałam już wszystko (tak mi się wtedy zdawało- o naiwna!): prostytutki, handlarzy podejrzanymi specyfikami, narkomanów w przeróżnym stadium od śpiących po sikających lub bełkoczących coś…….. Naprawdę nie wiem jak forumowicze mogli nie widzieć nic z tego co opisuję- może myśleli, że tam tylu cukrzyków ratujących się zastrzykami ;-)

  Faktem jest, że zarówno imigranci jak i narkomani nie byli agresywni, nie niszczyli niczego, nawet nie zachowywali się głośno (o jednym wyjątku za chwilę) i po kilku godzinach, gdy w ciemnościach wracaliśmy z pierwszego spaceru po okolicach Akropolu, już oswoiłam się z ich widokiem- do tego stopnia, że nazajutrz, gdy rankiem biegliśmy do muzeum nie zwracałam uwagi na śpiących pod murkami ludzi. Wracając późnym popołudniem odkryliśmy inne oblicze ulic wokół Omonii- smakowitsze i barwniejsze. Etniczne knajpki zapraszały na hinduskie potrawy czy dania halal, ale na próżno wypatrywalibyście wystroju z posążkami buddy, snującymi się kadzidełkami itp. gadżetami. Zwykłe krzesła, obdrapane stoliki, szyldy czasem malowane ręcznie na deskach- po prostu miejsce na szybki posiłek. Jadłodajnie były oblegane przez imigrantów i prowadzone przez nich, dlatego zapewne serwowane dania były autentyczne, a nie tylko wariacją na temat. Gdyby nie to, że niewiele wcześniej zjedliśmy obiad na Place to na pewno byśmy się na coś skusili.

  W rejonie tym natrafiliśmy też na wiele fajnych murali- od hippi-słonia po a’la kubistyczną abstrakcję, a nawet kosmitów. Malowania nie uniknęły także samochody dostawcze :-) Nie ukrywam- ta wersja dzielnicy nam się spodobała. A wieczorem naprzeciwko nas, w na wpół opuszczonym bloku zaczęli się gromadzić imprezowicze- tak przynajmniej myśleliśmy. Na szczęście po dniu pełnym wrażeń nikt i nic nam nie mogło przeszkodzić w zasypianiu, nawet bibka naprzeciw naszych okien. Rano okazało się, że jesteśmy w miejscu zbiórki ubranych na czarno, skacowanych kiboli. Nasz host twierdził, że tak jest raz w miesiącu i my akurat trafiliśmy, ale mamy się nie bać, bo oni tylko tak groźnie wyglądają. Gdy wyszliśmy pędząc tym razem na Akropol to śmieci już były rozwleczone, a jeden jeszcze kopał metalowy kosz po ulicy, na co jakiś starszy ćpun zareagował uderzając w kontener i coś wrzeszcząc, ale inni szybko go uspokoili. Nieopodal stał jeden, tak jeden, policjant- na oko zupełny żółtodziób, w nowiutkim uniformie i z wielką tarczą- spokojny, zen niemalże [albo zaspany!]. Mam nadzieję, że potem dołączyła do niego reszta ekipy :)

  Był to nasz ostatni dzień w Atenach, więc późnym popołudniem odebraliśmy auto z parkingu i pojechaliśmy zabrać swoje rzeczy. Tuż przy naszej bramie był korek spowodowany…. akcją poważnych panów policjantów z groźnymi karabinami- zatrzymywali Greka o wyglądzie mafiosa. Wprawdzie nie stawiał zbytniego oporu kiedy wysiadał że sportowego autka, był obszukiwany i skuwany jak na filmach, ale 3 radiowozy blokujące go z każdej strony chyba zniechęciły do buntu.

  I to jest ostatnie co pamiętam z ul. Menandrou i okolic Omonii. Potem zastanawialiśmy się CO JESZCZE mogło się zdarzyć? :)

 *Płatnych parkingów jest przy Omonii sporo, ale często są czynne np od 8-20 /21, w sobotę krócej, a w niedzielę wcale i oczywiście nie można zostawić auta na noc. Kosztują 5-6 € za dzień. My zostawiliśmy samochód za 8 czy 9€ /doba na ul. Konstantinou Agiou, miedzy Akominatou a Nikiforou, koło Best Western Hotel [przy wjeździe stoją dystrybutory paliwa].

Zostaw odpowiedź